poniedziałek, 5 stycznia 2026

 Trzecia notka w tym tygodniu?
A czemu nie, popiszę z głupia frant w moim tradycyjnym stylu "groch z kapustą".

Miałam poćwiczyć, jakiś pilates, albo jogę, ale uznałam że jako trening zaliczę sobie spacerowanie do chałupy sąsiadów, z 500 metrów tam mam. Rano poleciałam sprawdzić temperaturę i odsłonić rolety, żeby słońce mogło zacieplać wnętrze przez szybę. Było dwa stopnie na plusie w środku.
Wieczorem poszliśmy razem z Iksińskim rozpalić, on hajcował a ja poleciałam z powrotem do domu, bo zapomniałam testowej butelki z wodą (postawiłam w nachłodniejszym miejscu i będę obserwować).
No i jak już uznałam, że się wypaliło, to poleciałam pompkę wyłączyć. W sumie 4 km, trening zaliczony.

Śmiać mi się chce z Iksińskiego, ale już nic nie gadam, bo najpierw się nie chciał dać przekonać, żeby im ten dom uratować, a teraz sam z siebie wpadł na pomysł, żebyśmy pojechali do babciowej chatki, wymontował pompkę i wstawił ją w miejsce tej starej zepsutej u sąsiadów, a teraz ja klikam a on lutuje jakiś sterownik, który uszkodziła ta pompka. Jak go dziś na chwilę zostawiłam samego w tej piwnicy latając do domu, to gdy wróciłam, było już posprzątane. Złota rączka a nawet i złoty człowiek, czasem jest upartym baranem, ale długo go nie trzyma ;)

Mieliśmy latem taka spektakularną sprzeczkę, słynną na całą gminę. Może znajdę jej opis jaki zrobiłam dla przyjaciółek?

No, mam.Oto i on (ten opis):

 Myślę. 
Czy to będzie opowieść o złości, ego, dumie, pokorze?  
Posprzeczaliśmy się o bzdurę. 
Czy to z powodu pełni, czy zmęczenia, on wstał lekko podkurwiony. Drażliwie reagował, nieznacznie, gdzieś poza jego świadomością, w tle bzyczało napięcie.
 Rozładował jedną przyczepę i przyjechał po drugą, mieliśmy krótką wymianę zdań, w której jego ego chciało się wylansować, na najmądrzejsze, robiące wszystko najlepiej, konkretnie chodziło o mierzenie wilgotności zboża. 
Moje ego się nabzdyczyło, poczuło urażone, bo skoro nikt nie umie zmierzyć tak dobrze jak on, wszyscy robią źle, wszystkim musi wytłumaczyć i udowodnić, że tylko on nie popełnia błędów, skoro jestem taka beznadziejna, że nawet tak prostej czynności nie robię dobrze, to foch, łzy, sam se mierz, wypchaj się. 

Nie tyle chodziło mi o słowa, co o postawę "ja wszystko wiem, popełniacie błędy i ja wam to udowodnię".

 To było ego kontra ego, jakaś głupia przepychanka o rację. Ja się rozpłakałam i poszłam do domu, on się wkurwił, że chciał wytłumaczyć a tu zero zrozumienia. 
Wsiadł w traktor i impetem pojechał, kilometr dalej tylna burta odskoczyła i postanowiła udzielić nam lekcji pokory.
 Jemu, że nikt nie jest doskonały i każdy popełnia błędy. A mi, że jak widzisz cudze ego, co skacze jak wesz na kołnierzu, to powściągnij swoje. 

5 godzin zajęło sprzątanie, wiele przygód przy tym np. wybuchła opona w wózku widłowym, połamanych paznokci i pęcherzy od miotły już nawet nie wspomnę. Wysiłek fizyczny był fest, żeby tych kilka ton pozbierać. Trzeba było pokornie znieść spojrzenia gapiów, liczne komentarze „no co on nie widział?”, z wdzięcznością przyjąć pomoc spontanicznie przybyłych. Jak już się wszyscy rozeszli, przeprosiliśmy się i uściskali, rozważając jakąż to potężną moc ma złość i rozwścieczone ego.



Nieźle, co? 
Dałam wtedy ogłoszenie na fejsie, żeby ludzie sobie przyszli nazbierać darmowej pszenicy dla kur. Szufelką i zmiotką zebrałam 3 tony w te 5 godzin ;D przez miesiąc po tym incydencie miałam ścierpnięte dwa palce w dłoni. Gnał wtedy taki wściekły 3 kilometry i nawet się nie obejrzał. Wcześnie rano to się działo, nikt nie jechał, dopiero te 3 km dalej kierowca z przeciwka go zaalarmował.
Wzruszyło mnie, że ludzie chwycili za miotły i przyjechali pomóc, niektórzy zupełnie bezinteresownie.

Teraz tez jest pełnia, więc obserwujcie, bo ego lubi się w tym czasie wzdymać ;)


13 komentarzy:

  1. Miło,że napisałaś ,z przyjemnością się czyta . Dobrze,że mają pięć przygotowany ,naprawa....,dzięki Wam dobrym duszkom . Niezłą mieliście przygodę z ziarnem,wyobrażam to sobie ...tyle harówy , żeby sprzątnąć co z grubsza..,gapowe Iksinskiego .Iksiu ,czy masz kury ...? U mnie kury ,perliczki i 3 kaczki tylko.Pozdrawiam i czekam na wpisy Twoje .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W związku z tą pszeniczną katastrofą dokupiliśmy na jesieni 30 młodych kur i 10 biegusów, żeby ktoś zjadł to zboże bo wiadomo, już go się nie sprzeda, ale połowa tych kurczaków mi zdechła, kaczek zostało tylko 4.
      Trzeba było w trybie dobijać te kaczki, bo kury je dziobały, te 4 musiałam odseparować od reszty, bo kanibalizm sie szerzył, zasrały mi wszystko wokół domu, ale przeżyły i teraz już wszystkie razem chodzą. mam jeszcze stare kaczki takie białe ale one jak łabędzie już wyglądają, chyba niedługo zdechną ze starości.Ja nie jestem w stanie ich zabić, a mężu albo jest zarobiony, albo jest za zimno. stare kury lepiej się niosą jak te młode, ale ogólnie nie ma nadmiaru jajek. A u ciebie?

      Usuń
    2. Rok temu też mi zdechło że 20 kur ,w kwietniu kupiłam odchowanych 15 tyg kokoszek i też mi parę zdechło ,mam teraz 15 kur i 2 koguty i perliczek ponad 20 ,kaczek miałam z 10.,wybite ,zostało 3 sztuki.Kupuje pszenicę ,więc więcej nie ma sensu mieć .

      Usuń
    3. Dla wyjaśnienia w sprawie kur ,pierwotniak ich dopadł , czyli choroba jelit ,u ludzi na wsi też dużo zdechło .

      Usuń
    4. Jeszcze zapomniałam dodać, że lis ze 6 sztuk złapał .

      Usuń
  2. Jejku, jak dobrze, że Cię wena dopadła :). Pisz jak najczęściej!
    My też mieszkamy w wymierającej wsi, ale na Mazurach. Stałych mieszkańców coraz mniej, domy pokupowali ludzie "ze świata", którzy przyjeżdzają na urlopy czy weekendy. No i teraz, w te mrozy, sąsiadowi z Otwocka trzasnęła rura od wody - zamarzła i pękła. Przyjechał, w łazience woda i lód. A tu długi weekend u wiekszości, mróz minus 10. Prawie do 1 w nocy likwidowaliśmy z nim tą klęskę, wydzwanialiśmy znajomych hydraulików, w końcu jeden - trzeźwy - się zlitował i przyjechał na ratunek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe kto kupi ten nasz sąsiedzki dom, marzę o kumatych, wrażliwych, ludzkich i normalnych :)
      Ci z niemiec mają przyjechać w poniedziałek, w najgorsza pogodę, najpierw śnieżyca a potem -20,a w ich chacie ledwo powyżej zera. Chcieliśmy wczoraj kupić ze dwa worki węgla, ale było zamknięte, jak nas zawieje, to ja nie wiem co oni poczną. czy tu dojadą w ogóle?a jak utkną?Ja mam nadmiar wyobraźni i dziwie mnie że wszyscy tego nie mają ;D

      Usuń
  3. Uważaj na Iksińskiego w czasie pełni. Raki są na nią bardzo wrażliwe (wiem coś na ten temat - nie sypiam, jestem poddenerwowana i rozdrażniona). Nie wiem dlaczego, ale nawet gdy zapominam, że jest pełnia, to zawsze ona mi o sobie przypomni.
    Trzymajcie się cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha wilkołaki wyłażą z ludzi w pełnie czasem ;)
      oj z tym cieplutko, to by się przydało, bo największe mrozy idą a my mamy problemy z własnym piecem, kupiliśmy jakiś trefny pelet, nie chce się palić, dymi, śmierdzi....

      Usuń
    2. U nas też palimy peletem ,ale można też drewnem i trochę się pali i drewnem , dłużej ciepło trzyma.

      Usuń
  4. Cudna opowieść z morałem, a zdjęcie ilustracyjne mną wstrząsnęło! Po takim zbieraniu miotłą i szufelką chyba w ogóle zapomniałabym, że kiedyś miałam ego :-))) A Iksiński to wspaniały facet, inny pewnie by stwierdził, że to też Twoja wina.

    OdpowiedzUsuń
  5. O rany, to się kobieto nazamiatałaś do syta :)
    No i jak fajnie że znowu piszesz :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. O rany jaka historia! 3 kilometry zamiatania zmiotką na szufelkę??? Iksinski dobry człowiek, ale najbardziej zazdroszcze, że UMIE WSZYSTKO NAPRAWIĆ🤩 naprawdę podziwiam, bardzo mi to imponuje.Iksia nie krępuj się, pisz jak jak najczęściej 😄

    OdpowiedzUsuń