niedziela, 30 sierpnia 2026

 Przyniosłam sobie laptopa na ławkę z myślą, że coś napiszę, że pojeczę, dokonam  auto_psychoterapii, ale niski poziom baterii pozbawił mnie takiej szansy. 

Piękną pogodą, że żal w domu siedzieć, więc muszę się nauczyć blogować na komórce.

Już rozpaczliwie potrzebuję dokonać refleksji, ale to się nie da zrobić w 5 minut, nawet nie wiem od czego zacząć, nie obejmie wszystkiego na raz. 

Zacznę od końca, od momentu w teraz.

Leżę na hamaku, kaczki się chlapią w wodzie, jaskółki świergolą, pogoda przyjemna, komarów w tym roku nie ma, chociaż jeden plus suszy.

Całe lato minęło pod znakiem chorób mojego ojca, między szpitalami. Tak mnie to zestresowało, że zaliczyłam zaburzenia korzeni nerwowych i po trzech tygodniach  bólu dopiero zastrzyki mi pomogły. A w tym czasie jeszcze były żniwa. Wątpliwym plusem suszy były stosunkowo lekkie żniwa, bo plony były nędzne  i taka też jest niestety nasza skarbonka. 9 hektarów rzepaku nawet nie próbowaliśmy kosić. Najpierw mróz potem susza i zarobek wyszedł ujemny, bo nasiona, paliwo i inne koszty.

Ojciec tymczasem w domu, więc mam chwilę na złapanie oddechu, nie mam złudzeń w jaką stronę to zmierza.

Zaczęło się od sepsy, wyszedł z tego ale jego ciało się kończy, już go opłakuje jak babcię za życia, póki jeszcze jest sobą, bo za chwilę zostaną tylko choroby.

Niewydolność nerek, ciężka niewydolność serca, postępujące problemy z płucami.

Może będę zaglądać częściej, bo psyche potrzebuje ratunku, ale idę ćwiczyć. Wyszukałam jakiś zdrowy kręgosłup, bo mam taki lek że ten ból wróci, a nie chciałabym.

Umówiłam się z koleżusią, że się będziemy wzajemnie motywować.

Czuję taki pośpiech na plecach, robię jedno a czuję napór tych wszystkich innych rzeczy które powinnam zrobić, przez to nie mogę się zrelaksować.