Przyniosłam sobie laptopa na ławkę z myślą, że coś napiszę, że pojeczę, dokonam auto_psychoterapii, ale niski poziom baterii pozbawił mnie takiej szansy.
Piękną pogodą, że żal w domu siedzieć, więc muszę się nauczyć blogować na komórce.
Już rozpaczliwie potrzebuję dokonać refleksji, ale to się nie da zrobić w 5 minut, nawet nie wiem od czego zacząć, nie obejmie wszystkiego na raz.
Zacznę od końca, od momentu w teraz.
Leżę na hamaku, kaczki się chlapią w wodzie, jaskółki świergolą, pogoda przyjemna, komarów w tym roku nie ma, chociaż jeden plus suszy.
Całe lato minęło pod znakiem chorób mojego ojca, między szpitalami. Tak mnie to zestresowało, że zaliczyłam zaburzenia korzeni nerwowych i po trzech tygodniach bólu dopiero zastrzyki mi pomogły. A w tym czasie jeszcze były żniwa. Wątpliwym plusem suszy były stosunkowo lekkie żniwa, bo plony były nędzne i taka też jest niestety nasza skarbonka. 9 hektarów rzepaku nawet nie próbowaliśmy kosić. Najpierw mróz potem susza i zarobek wyszedł ujemny, bo nasiona, paliwo i inne koszty.
Ojciec tymczasem w domu, więc mam chwilę na złapanie oddechu, nie mam złudzeń w jaką stronę to zmierza.
Zaczęło się od sepsy, wyszedł z tego ale jego ciało się kończy, już go opłakuje jak babcię za życia, póki jeszcze jest sobą, bo za chwilę zostaną tylko choroby.
Niewydolność nerek, ciężka niewydolność serca, postępujące problemy z płucami.
Może będę zaglądać częściej, bo psyche potrzebuje ratunku, ale idę ćwiczyć. Wyszukałam jakiś zdrowy kręgosłup, bo mam taki lek że ten ból wróci, a nie chciałabym.
Umówiłam się z koleżusią, że się będziemy wzajemnie motywować.
Czuję taki pośpiech na plecach, robię jedno a czuję napór tych wszystkich innych rzeczy które powinnam zrobić, przez to nie mogę się zrelaksować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz