poniedziałek, 31 sierpnia 2026

 Za dużo dziś nie napiszę bo zaraz północ, a mam plany na wczesny poranek, ale w ramach wprawek blogowo_smartfonowych coś skrobnę.

Telefon to straszny złodziej, w coś klikniesz, zaciekawi cię i już trwonisz czas na czytanie. Muszę sobie jakąś dyscyplinę wprowadzić, żeby mnie nurt nie porywał. Chociaż czasem lubię tak zniknąć, bo jak czytam to mnie nie ma, łeb zajęty, nie dzieli włosa na czworo, nie tarza się w bólu istnienia.

Fejsbuk mnie zassał, rolki i szorty nie, skroluję główny ściek i pasjonują mnie ludzkie komentarze, chociaż tak naprawdę moja pasja są ludzie, dlatego czytam komentarze, ale już mam przesyt, muszę to ograniczyć.

Historia o tym jak zostałam prawilną teściową następnym razem. 

Ciekawa jestem na czym wy trwonicie czas na telefonach? I wszyscy też na nich blogujecie?


niedziela, 30 sierpnia 2026

 Przyniosłam sobie laptopa na ławkę z myślą, że coś napiszę, że pojeczę, dokonam  auto_psychoterapii, ale niski poziom baterii pozbawił mnie takiej szansy. 

Piękną pogodą, że żal w domu siedzieć, więc muszę się nauczyć blogować na komórce.

Już rozpaczliwie potrzebuję dokonać refleksji, ale to się nie da zrobić w 5 minut, nawet nie wiem od czego zacząć, nie obejmie wszystkiego na raz. 

Zacznę od końca, od momentu w teraz.

Leżę na hamaku, kaczki się chlapią w wodzie, jaskółki świergolą, pogoda przyjemna, komarów w tym roku nie ma, chociaż jeden plus suszy.

Całe lato minęło pod znakiem chorób mojego ojca, między szpitalami. Tak mnie to zestresowało, że zaliczyłam zaburzenia korzeni nerwowych i po trzech tygodniach  bólu dopiero zastrzyki mi pomogły. A w tym czasie jeszcze były żniwa. Wątpliwym plusem suszy były stosunkowo lekkie żniwa, bo plony były nędzne  i taka też jest niestety nasza skarbonka. 9 hektarów rzepaku nawet nie próbowaliśmy kosić. Najpierw mróz potem susza i zarobek wyszedł ujemny, bo nasiona, paliwo i inne koszty.

Ojciec tymczasem w domu, więc mam chwilę na złapanie oddechu, nie mam złudzeń w jaką stronę to zmierza.

Zaczęło się od sepsy, wyszedł z tego ale jego ciało się kończy, już go opłakuje jak babcię za życia, póki jeszcze jest sobą, bo za chwilę zostaną tylko choroby.

Niewydolność nerek, ciężka niewydolność serca, postępujące problemy z płucami.

Może będę zaglądać częściej, bo psyche potrzebuje ratunku, ale idę ćwiczyć. Wyszukałam jakiś zdrowy kręgosłup, bo mam taki lek że ten ból wróci, a nie chciałabym.

Umówiłam się z koleżusią, że się będziemy wzajemnie motywować.

Czuję taki pośpiech na plecach, robię jedno a czuję napór tych wszystkich innych rzeczy które powinnam zrobić, przez to nie mogę się zrelaksować.