Zasiadłam, żeby rolniczą papierologię nadrobić. Terminy składania wniosków naglą, rejestr zabiegów leży odłogiem całe lato. Mam kilkadziesiąt tabelek i każdy wyjazd w pole powinien być tam opisany, na razie mam to w zeszycie napisane opisowo. W tabelkach ma być numer ewidencyjny, powierzchnia, oznaczenie literowe jak we wniosku o dopłaty, a w zeszycie nomenklatura zwyczajowa, która mnie zawsze śmieszy np. Dziadkowe, Łąka_Łąka, Jezioro, Sad, a najczęściej nazwa wywodzi się od nazwiska poprzednich użytkowników.
Już prawie upragniony listopad, już prawie można odetchnąć, do kolejnych intensywnych robót maksymalnie daleko. Zasiewy ozimin poszły mega hardkorowo, wszystkie traktory się zepsuły, ile to nerwów mnie kosztowało ile kombinacji, czasu i męki. Już miałam zwariować, bo z tego wszystkiego nerwica lękowa zaczęła kręcić piruety, na to nałożyła się jeszcze pełnia księżyca i menopauza, ale pojechałam na spotkanie z Eckhartem Tolle i on mnie jak zwykle sprowadził z tych neurotycznych orbit.
Już samo wyjechanie z domu pozwoliło mi się zdystansować.
Robota ciągle się gmatwa, pszenica jeszcze nie zasiana, ale soja już wykoszona, kartofle wykopane, we łbie mi się poluzowało.
Sprzedaję chatkę babci. Opowiedziałam dawno niewidzianej koleżance z piaskownicy o moich perypetiach z potencjalnymi nabywcami, a ona stwierdziła, że jest zainteresowana i kupuje.
W sumie to się cieszę, bo chatka to ruina i sprzedawałam tylko działkę, domek jest gratis, a koleżanka będzie ja remontować. To miło, bo mam sentyment, będzie tam kiedyś można wpaść na herbatę i powspominać.
Smutne jest to że za działkę w centrum mojego miasteczka, w Krakowie można kupić miejsce postojowe.
Młodszy chyba myśli zostać w Krakowie, a wynajem nie tani (3500), to już lepiej kredyt spłacać, ciśniemy go trochę, żeby szukał mieszkania do kupienia, ale coś mu opornie idzie.
Na naszym wschodzie wszędzie widać tabliczki " sprzedam", sąsiedzi od dwóch lat nie mogą sprzedać domu z ogromna działką za 330 tysi, a w Krakowie za klitkę trzeba milion.
Alerty RCB nie pomagają koniunkturze, trochę nie rozumiem po co się tym straszy ludzi, tyle ich dostaję, że totalnie olewam. Dostajesz o 23 smsa znajdź bezpieczne miejsce i co możesz zrobić?
Na szczęście mieszkam na zadupiu i u mnie syren nie słychać.
Koniec nadawania, bo kuzyn dzwonił, że wpadnie do mnie żebym mu powiedziała jak te wnioski złożyć, musze się najpierw sama nauczyć.
Dobrze że obiad mam z wczoraj, to nie musze gotować, już marzę żeby poszydełkować.
To mój ostatni wyrób.


Na rolnictwie, wnioskach i dopłatach się nie znam, ale serweta PRZE-PIĘK-NA!
OdpowiedzUsuńDobrze, że jak prowadziłam z mężem gospodarstwo,nie było aż takiej papierologii.Wiem,że teraz jest dużo do wypełniania różności.Wspolczuc tylko z tymi alertami,po co tak straszą ludzi.......Co u rodziców słychać,czy ojciec lepiej się czuje....Piękna serweta,teraz pewnie będziesz robić ,gdy się skończą pracę w polu .Pisz Iksiu ,czekam z utęsknieniem.
OdpowiedzUsuń