poniedziałek, 19 stycznia 2026

tradycyjne trzy po trzy, czyli pitu pitu

 Nazywam się Ania i jestem szydełkoholiczką, nie szydełkowałam już jeden długi dzień. 

Znowu mnie dopadło!
Tak lubię szydełkować, odpręża mnie to, i jak gadam przez telefon, to nie marnuję czasu dłubiąc i podkastów można posłuchać, ponicnierobić, ale tak mnie znowu łapy bolą, że mus na odwyk.
Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje, przecież ja nawet nie szydełkuję dużo. 
To niesprawiedliwe!
Ale jak już mnie w nocy ból budzi, to trzeba odpuścić. 
Mam syndrom odstawienia, brakuje mi, chociaż palce bolą. Kilka dni robiłam już z lekkim bólem, a wczoraj, dużo gadałam przez telefon a jak jestem z drugim człowiekiem, to wyłączam się z ciała. Nie czuję co jem, co piję, że chce mi się siku, że napięte palce się zemszczą. No nic, przeczekam, kiedyś minie.

Zima dokazuje, rano było -22 , szczęście że wiatru nie ma to drogi mam przejezdne wreszcie.


Chatę sąsiadów udało się uratować, paliliśmy w piecu przez dwa tygodnie. Zawiani byliśmy kilka dni, więc jak już udało mi się uświadomić sąsiadom, że trzeba kupić węgiel, to już nie dało się wyjechać. Iksiński narżnął trochę drzewa i paląc, w między czasie nosiliśmy w workach na plecach ten opał przez zaspy. 
Akurat jak przyjechali trafili w okno pogodowe, że przestało wiać, więc przejęli pałeczkę z paleniem. Zdążyłam się jeszcze lekko poróżnić z Iksińskim, bo on uważał, że tego dnia sami już sobie napalą, a ja, że trzeba im napalić, zwyczajnie i po ludzku, że przyjadą zmęczeni a tu 2 stopnie ledwo, bo na dworze mróz jak koń. On mi powiedział, że jestem głupia, a ja przemilczałam i nie wzięłam do siebie Wolałam być głupia, ale w zgodzie ze sobą. 
Spokojniej było z nim tam chodzić, bo jak poszłam sama to zaraz milion lęków na mnie siadło, a jak się sadza zapali, a jak się chałupa spali, kurde.

Sąsiadka kupę prezentów w podzięce przywiozła, kawy, herbaty, czekolady i różne takie frykasy, aż mi się głupio zrobiło. Bo wcześniej pytała ile kasy ma mi przelać na węgiel, ale, że żadnego paragonu nie mogłam przedstawić, Iksiński wymyślił, że chce 100 euro, za palenie, drewno, i pompkę z wymianą.
Już wyartykułowanie tej stówy, przyszło mi z trudem, we wiadomościach chciałam się kajać, i tłumaczyć, jakoś się powstrzymałam, bo tak po prawdzie  sam hydraulik i pompka mogłoby ich tyle kosztować.
A tu stówę przywieźli i jeszcze prezenty, zdecydowanie lepiej umiem dawać , niż brać.

Jak odjeżdzali zaprosili nas na herbatę, bałam się sama do nich iść, żeby mnie nie osiodłali w palenie do końca zimy, albo w wypuszczanie wody z centralnego. Asertywność trudna sprawa.
Najpierw próbowali z tym paleniem, ale Iksiński chcąc mnie wybawić, zaprotestował, że to bez sensu, że trzeba wodę wypuścić, spytali go czy wypuści i się zgodził. Hehe, wyszło na to, że on też jest głupi, ale przemilczałam. 
Sam wszystko porobił, nawet nie zaoferowali, że będą asystować, pomagać, dopilnowywać, on nie nalegał, bo pewnie już wolał sam to zrobić, niż się męczyć z ich niepełnosprytnością.
Na odchodne sąsiad poprosił, żeby jeszcze zamek zmienić w drzwiach, dał na ten cel 50 zł. Akurat tyle kosztował, ale jeszcze trzeba było po niego pojechać do sklepu i zamontować. Jesteśmy z małżem Janusze biznesu ;D No ale sąsiad też jest Januszem szerokiego gestu.
Śmieszy mnie to wszystko ;D
Cieszę się, że chata uratowana, że po planecie nie będą się walać popękane kaloryfery, że sprzedają ten dom, że mają kupców. Jestem ich bardzo ciekawa.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz