Nazywam się Ania i jestem szydełkoholiczką, nie szydełkowałam już jeden długi dzień.
Znowu mnie dopadło!
Tak lubię szydełkować, odpręża mnie to, i jak gadam przez telefon, to nie marnuję czasu dłubiąc i podkastów można posłuchać, ponicnierobić, ale tak mnie znowu łapy bolą, że mus na odwyk.
Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje, przecież ja nawet nie szydełkuję dużo.
To niesprawiedliwe!
Ale jak już mnie w nocy ból budzi, to trzeba odpuścić.
Mam syndrom odstawienia, brakuje mi, chociaż palce bolą. Kilka dni robiłam już z lekkim bólem, a wczoraj, dużo gadałam przez telefon a jak jestem z drugim człowiekiem, to wyłączam się z ciała. Nie czuję co jem, co piję, że chce mi się siku, że napięte palce się zemszczą. No nic, przeczekam, kiedyś minie.
Zima dokazuje, rano było -22 , szczęście że wiatru nie ma to drogi mam przejezdne wreszcie.
Chatę sąsiadów udało się uratować, paliliśmy w piecu przez dwa tygodnie. Zawiani byliśmy kilka dni, więc jak już udało mi się uświadomić sąsiadom, że trzeba kupić węgiel, to już nie dało się wyjechać. Iksiński narżnął trochę drzewa i paląc, w między czasie nosiliśmy w workach na plecach ten opał przez zaspy.
Akurat jak przyjechali trafili w okno pogodowe, że przestało wiać, więc przejęli pałeczkę z paleniem. Zdążyłam się jeszcze lekko poróżnić z Iksińskim, bo on uważał, że tego dnia sami już sobie napalą, a ja, że trzeba im napalić, zwyczajnie i po ludzku, że przyjadą zmęczeni a tu 2 stopnie ledwo, bo na dworze mróz jak koń. On mi powiedział, że jestem głupia, a ja przemilczałam i nie wzięłam do siebie Wolałam być głupia, ale w zgodzie ze sobą.
Spokojniej było z nim tam chodzić, bo jak poszłam sama to zaraz milion lęków na mnie siadło, a jak się sadza zapali, a jak się chałupa spali, kurde.
Sąsiadka kupę prezentów w podzięce przywiozła, kawy, herbaty, czekolady i różne takie frykasy, aż mi się głupio zrobiło. Bo wcześniej pytała ile kasy ma mi przelać na węgiel, ale, że żadnego paragonu nie mogłam przedstawić, Iksiński wymyślił, że chce 100 euro, za palenie, drewno, i pompkę z wymianą.
Już wyartykułowanie tej stówy, przyszło mi z trudem, we wiadomościach chciałam się kajać, i tłumaczyć, jakoś się powstrzymałam, bo tak po prawdzie sam hydraulik i pompka mogłoby ich tyle kosztować.
A tu stówę przywieźli i jeszcze prezenty, zdecydowanie lepiej umiem dawać , niż brać.
Jak odjeżdzali zaprosili nas na herbatę, bałam się sama do nich iść, żeby mnie nie osiodłali w palenie do końca zimy, albo w wypuszczanie wody z centralnego. Asertywność trudna sprawa.
Najpierw próbowali z tym paleniem, ale Iksiński chcąc mnie wybawić, zaprotestował, że to bez sensu, że trzeba wodę wypuścić, spytali go czy wypuści i się zgodził. Hehe, wyszło na to, że on też jest głupi, ale przemilczałam.
Sam wszystko porobił, nawet nie zaoferowali, że będą asystować, pomagać, dopilnowywać, on nie nalegał, bo pewnie już wolał sam to zrobić, niż się męczyć z ich niepełnosprytnością.
Na odchodne sąsiad poprosił, żeby jeszcze zamek zmienić w drzwiach, dał na ten cel 50 zł. Akurat tyle kosztował, ale jeszcze trzeba było po niego pojechać do sklepu i zamontować. Jesteśmy z małżem Janusze biznesu ;D No ale sąsiad też jest Januszem szerokiego gestu.
Śmieszy mnie to wszystko ;D
Cieszę się, że chata uratowana, że po planecie nie będą się walać popękane kaloryfery, że sprzedają ten dom, że mają kupców. Jestem ich bardzo ciekawa.

Doczekałam się! 🙃 Ja zaczęłam sweter, ale na razie jakoś przeczekuje, bo boję się wełnę zmarnowac 😄
OdpowiedzUsuńTo widzę, że jesteś ekologiem!
-22🫣
trochę jestem, nie lubię jak się coś bez sensu marnuje, czasem myślę, że jestem cebulą, a nawet dziadersem :D
UsuńTo bylam ją, innyglos!
OdpowiedzUsuńNowi sąsiedzi już wygrali los na loterii- Was jako sąsiadów! Fajnie by się żyło, gdyby wokół więcej było takich państwa Iksińskich :-)
OdpowiedzUsuńObyśmy znaleźli wspólne mianowniki :)
UsuńPodajmy,sobie ręce, bo jakbym o nas czytała, tez asertywność nam nie wychodzi.Oby nowi sasiedzi, byli kumaci i fajni.
OdpowiedzUsuńDużo nas, tych miękiszonów ;)
UsuńAsertywna to i ja nie jestem, ale jako że nie pcham się na afisze, to mało kto coś ode mnie chce. Wczoraj wzięłam ze sobą pisemko Arlety, bo jej chcą za jeden miesiąc Kindergeld zabrać, co jej czy synowi się należy, tom dzisiaj z rana odwołanie wklepałam. Ja ogólnie lubię dochodzić się z urzędami, ale na nowym miejscu nikt tego właściwie nie wie, I może dobrze tak 😉
OdpowiedzUsuńnie ma co się wyrywać przed szereg;), ale czasem nie da się inaczej
UsuńMoglibyście im bardzo dużo ( Iksinski jako złota rączka) się wykazał .Też nie jestem asertywna , niestety,sama na siebie jestem nie raz wkurzona .Oby mówi sąsiedzi okazali się normalni.U mnie mróz dziś mniejszy ,bo rano było minus 8 tylko . Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńu nas termometr się uwziął i dalej -23 było rano, kolejny dzień, teraz już się łamie tylko -10, ale już tak wszystko namarznięte, że przenika ten chłód na wskroś, dzis duża wilgotność była i zero słońca, to ziąb się wydawał jeszcze większy, dawno tak nie mroziło
UsuńJuż poprawka ,miało być Pomogliscie
OdpowiedzUsuńIksia, ja zrobiłabym tak samo, ba dołożyłabym pewnie, byle pomóc sąsiadom. Na pocieszenie moja historia: Zmarła mama naszego kolegi z pracy. Akurat przed nowym rokiem, pogrzeb po nowym roku, a firma rusza dopiero po Trzejkrólach, taki przestój noworoczny. Napisałam na naszym watsapie, że pogrzeb, kto się zrzuci na wieniec, kto pójdzie w delegację, itp, itd. No taki mamy zwyczaj. Zadeklarowały się dwie osoby, ale pod warunkiem, że ja ogarnę wiązankę, a po powrocie wszyscy oddadzą mi pieniądze. No to zamówiłam. Ponieważ nie umiem się upominać o pieniądze, to część "zapomniała" mi oddać. Efekt? - dwie stówki w plecy....
OdpowiedzUsuńTakże tego... Nie jesteś (cie) sam (i) :):):)
witaj w klubie ;)
Usuń